<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet href="/stylesheet.xsl" type="text/xsl"?>
<rss version="2.0" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:itunes="http://www.itunes.com/dtds/podcast-1.0.dtd" xmlns:podcast="https://podcastindex.org/namespace/1.0">
  <channel>
    <atom:link rel="self" type="application/rss+xml" href="https://feeds.transistor.fm/wkolo-gazonu" title="MP3 Audio"/>
    <atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/"/>
    <podcast:podping usesPodping="true"/>
    <title>Wkoło Gazonu</title>
    <generator>Transistor (https://transistor.fm)</generator>
    <itunes:new-feed-url>https://feeds.transistor.fm/wkolo-gazonu</itunes:new-feed-url>
    <description>Wkoło Gazonu - czyli podcast o pracowitych ludziach, dworach i pałacach. Zapraszamy na podróż po polskich dworach i pałacach, które dzięki osobom prywatnym wracają do swojej dawnej świetności</description>
    <copyright>© 2026 Radio Wnet</copyright>
    <podcast:guid>d15eeaa4-3b89-5324-aa41-8ea916e1e94d</podcast:guid>
    <podcast:locked owner="hanna.tracz@wnet.fm">no</podcast:locked>
    <language>pl</language>
    <pubDate>Tue, 10 Mar 2026 11:26:44 +0100</pubDate>
    <lastBuildDate>Tue, 10 Mar 2026 11:27:14 +0100</lastBuildDate>
    <image>
      <url>https://img.transistorcdn.com/5UTOqkF3VZCKosz-PXZlftud57jh6icHxVwyFVi4s3w/rs:fill:0:0:1/w:1400/h:1400/q:60/mb:500000/aHR0cHM6Ly9pbWct/dXBsb2FkLXByb2R1/Y3Rpb24udHJhbnNp/c3Rvci5mbS9lZDA1/NThiY2QwNWQ1ZGQ2/NDhlNDkzOTk0OWI4/NjdmNi5wbmc.jpg</url>
      <title>Wkoło Gazonu</title>
    </image>
    <itunes:category text="History"/>
    <itunes:category text="Society &amp; Culture">
      <itunes:category text="Places &amp; Travel"/>
    </itunes:category>
    <itunes:type>episodic</itunes:type>
    <itunes:author>Radio Wnet</itunes:author>
    <itunes:image href="https://img.transistorcdn.com/5UTOqkF3VZCKosz-PXZlftud57jh6icHxVwyFVi4s3w/rs:fill:0:0:1/w:1400/h:1400/q:60/mb:500000/aHR0cHM6Ly9pbWct/dXBsb2FkLXByb2R1/Y3Rpb24udHJhbnNp/c3Rvci5mbS9lZDA1/NThiY2QwNWQ1ZGQ2/NDhlNDkzOTk0OWI4/NjdmNi5wbmc.jpg"/>
    <itunes:summary>Wkoło Gazonu - czyli podcast o pracowitych ludziach, dworach i pałacach. Zapraszamy na podróż po polskich dworach i pałacach, które dzięki osobom prywatnym wracają do swojej dawnej świetności</itunes:summary>
    <itunes:subtitle>Wkoło Gazonu - czyli podcast o pracowitych ludziach, dworach i pałacach.</itunes:subtitle>
    <itunes:keywords>dwór, pałac, ziemianie, ziemiaństwo, szlachta, historia, gazon, willa, park</itunes:keywords>
    <itunes:owner>
      <itunes:name>Hanna Tracz</itunes:name>
    </itunes:owner>
    <itunes:complete>No</itunes:complete>
    <itunes:explicit>No</itunes:explicit>
    <item>
      <title>Wkoło gazonu: Pałac Nakomiady i manufaktura ceramiki</title>
      <itunes:episode>7</itunes:episode>
      <podcast:episode>7</podcast:episode>
      <itunes:title>Wkoło gazonu: Pałac Nakomiady i manufaktura ceramiki</itunes:title>
      <itunes:episodeType>full</itunes:episodeType>
      <guid isPermaLink="false">36e1d294-cef0-4485-b84a-7d2ef92fe89e</guid>
      <link>https://share.transistor.fm/s/b915f38c</link>
      <description>
        <![CDATA[<p>Pałac w Nakomiadach znajduje się w samym sercu Mazur – w trójkącie między Mrągowem, Kętrzynem i Rynem. Choć to region popularny turystycznie, to akurat tutaj panuje cisza i spokój.</p>„Nakomiady to ścisłe Mazury. Jesteśmy w takim trójkącie między Mrągowem, Kętrzynem a Rynem. Z Rynu i z Kętrzyna jest do nas po 10 kilometrów, z Mrągowa 23. Jesteśmy w centrum Mazur, ale nie w miejscu mocno eksploatowanym turystycznie.”<p>Dla wielu odwiedzających to alternatywa dla zatłoczonych kurortów.</p>„Kto chce, może pojechać na cały dzień do głośnego miejsca turystycznego – do Mikołajek albo do Wilczego Szańca. A potem wrócić na kolację do ciszy i spokoju.”<p>Pałac z XVIII wieku</p><p>Dzisiejszy pałac powstał w 1705 roku, ale historia miejsca jest jeszcze starsza. Wcześniej stał tu dwór zbudowany w drugiej połowie XVII wieku przez dyplomatę elektora brandenburskiego – Johanna von Hoverbecka.</p>„Pałac w obecnej formie został wybudowany w 1705 roku. Wcześniej był tu dwór z lat 1660–1680, wzniesiony przez dyplomatę Johanna von Hoverbecka.”<p>Rozbudowę przeprowadził jego syn, również dyplomata, który pełnił funkcję ambasadora przy dworze króla polskiego.</p><p>Projekt przygotował włoski architekt Józef Piola.</p><p>Z ruiny do miejsca z duszą</p><p>Historia współczesnego pałacu zaczęła się w 1998 roku. Piotr Ciszek i jego żona – zmęczeni pracą w korporacji – zaczęli szukać domu na wsi. Trafili na ruinę.</p>„To była potworna ruina. Nie było okien, nie było części dachu, schody były pozawalane, piwnice pod wodą. Ale było czuć ducha i wielkość tego miejsca.”<p>Decyzja o kupnie była w dużej mierze intuicyjna.</p>„To było trochę szaleństwo i trochę miłość od pierwszego wejrzenia. Zobaczyłem to miejsce i pomyślałem: wow, może spróbuję.”<p>Remont trwał znacznie dłużej, niż zakładają typowe projekty renowacyjne.</p>„Jeżeli ktoś ma dużo pieniędzy, to taki projekt można zrobić w trzy-cztery lata. U nas trwało to 12-14 lat.”<p>Przez długi czas właściciele mieszkali w jednym pokoju, ogrzewanym prowizorycznie.</p>„Na dwóch tysiącach metrów kwadratowych mieliśmy przez wiele lat jakieś 60-70 metrów przestrzeni mieszkalnej.”<p>Manufaktura pieców i ceramiki</p><p>Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów pałacu są piece kaflowe. Wiele z nich to rekonstrukcje historycznych wzorów z Warmii, Mazur i dawnych Prus Wschodnich.</p>„Chciałem, żeby wnętrza rzeczywiście weszły w epokę. Żeby to nie było tylko wstawienie mebli i złotego żyrandola.”<p>Problem polegał na tym, że takich pieców nie można było kupić.</p>„Tych pieców jest dosłownie kilkanaście w muzeach. Nikt nie chciał ich zrobić, więc postanowiłem zrobić je sam.”<p>Tak powstała manufaktura ceramiki działająca przy pałacu.</p>„Zaczęło się od potrzeby odbudowy pałacu. Były potrzebne piece – nie było gdzie kupić, więc je zrobiliśmy.”<p>Dziś manufaktura produkuje również płytki, lampy, ceramikę użytkową i elementy wyposażenia wnętrz.</p><p>Mazury jako wspólne dziedzictwo</p><p>Przed wojną majątek należał do niemieckiej rodziny von Redecker. Obecni właściciele utrzymują z jej potomkami dobre relacje.</p>„Poznaliśmy ich i właściwie co roku się widujemy.”<p>Dla Piotra Ciszka historia regionu jest częścią szerszego dziedzictwa.</p>„Ważne, żeby te miejsca przetrwały. Nieważne, czy są dziś polskie czy wcześniej były niemieckie. To jest dziedzictwo europejskie.”<p>W rozmowie przywołuje słowa niemieckiej dziennikarki Marion Dönhoff:</p>„Być może jest to najwyższa forma miłości – kochać to, czego już nie posiadasz.”<p>Życie w pałacu</p><p>Dziś Nakomiady są miejscem otwartym dla turystów. Można tu zatrzymać się w pokojach gościnnych, spacerować po parku i korzystać z biblioteki.</p>„Nie zapewniamy okrutnych atrakcji. Jest biblioteka, cisza i spokój.”<p>Pałac otacza siedmiohektarowy park, a w ogrodach znajduje się labirynt z kilku tysięcy grabów, sad i ogród warzywny inspirowany francuskimi ogrodami nad Loarą.</p><p>Właściciel przyznaje jednak, że praca przy takim miejscu nigdy się nie kończy.</p>„To projekt, który właściwie nigdy się nie kończy. Nawet jeśli coś skończysz, to zaraz coś cieknie, coś trzeba poprawić.”<p>Dlaczego warto ratować takie miejsca</p><p>Dla Piotra Ciszka odbudowa pałacu nie była tylko inwestycją ani hobby.</p>„Jedna rzecz to realizacja i chęć tworzenia. A druga to uratowanie kawałka historii.”<p>Goście z zagranicy często są zaskoczeni, że w Polsce można znaleźć tak zadbane historyczne miejsca.</p>„Czasami przyjeżdżają i pytają: naprawdę pan jest Polakiem i to jest w Polsce? Są zdziwieni, że Polska tak wygląda.”<p>Największą satysfakcją są jednak historie ludzi, których ten projekt zainspirował.</p>„Dostaliśmy kiedyś list od kobiety, która przeczytała o naszej historii. Napisała, że dzięki temu wyremontowała swój dom po rodzicach.”<p>Cisza, sarny i pięć psów</p><p>Życie w pałacu to także codzienność, która bardzo różni się od tej w mieście.</p>„Czasem człowiek chce to wszystko rzucić. Ale potem spojrzy przez okno i widzi sarny w parku.”<p>Właściciel żartuje, że nie czuje się już warszawiakiem.</p>„Ja już jestem tutejszy.”<p>Towarzyszy mu także pięć psów – gończych szwajcarskich.</p>„Nazywam je bandą. Jest Bankier, Debet, Frank, Como i jeszcze jeden gagatek.”<p>Pałac jako ambasador Polski</p><p>Piotr Ciszek mówi wprost, że czuje się trochę ambasadorem kraju.</p>„Pokazujemy turystom, że Polska może być piękna i ciekawa.”<p>Pałac w Nakomiadach pozostaje więc nie tylko miejscem noclegowym czy muzeum prywatnej pasji. To dowód, że historia – nawet ta zrujnowana – może wrócić do życia.</p>„Przed nami byli właściciele, którzy o to dbali. My dbamy teraz. Mam nadzieję, że ktoś po nas też będzie o to dbał.”]]>
      </description>
      <content:encoded>
        <![CDATA[<p>Pałac w Nakomiadach znajduje się w samym sercu Mazur – w trójkącie między Mrągowem, Kętrzynem i Rynem. Choć to region popularny turystycznie, to akurat tutaj panuje cisza i spokój.</p>„Nakomiady to ścisłe Mazury. Jesteśmy w takim trójkącie między Mrągowem, Kętrzynem a Rynem. Z Rynu i z Kętrzyna jest do nas po 10 kilometrów, z Mrągowa 23. Jesteśmy w centrum Mazur, ale nie w miejscu mocno eksploatowanym turystycznie.”<p>Dla wielu odwiedzających to alternatywa dla zatłoczonych kurortów.</p>„Kto chce, może pojechać na cały dzień do głośnego miejsca turystycznego – do Mikołajek albo do Wilczego Szańca. A potem wrócić na kolację do ciszy i spokoju.”<p>Pałac z XVIII wieku</p><p>Dzisiejszy pałac powstał w 1705 roku, ale historia miejsca jest jeszcze starsza. Wcześniej stał tu dwór zbudowany w drugiej połowie XVII wieku przez dyplomatę elektora brandenburskiego – Johanna von Hoverbecka.</p>„Pałac w obecnej formie został wybudowany w 1705 roku. Wcześniej był tu dwór z lat 1660–1680, wzniesiony przez dyplomatę Johanna von Hoverbecka.”<p>Rozbudowę przeprowadził jego syn, również dyplomata, który pełnił funkcję ambasadora przy dworze króla polskiego.</p><p>Projekt przygotował włoski architekt Józef Piola.</p><p>Z ruiny do miejsca z duszą</p><p>Historia współczesnego pałacu zaczęła się w 1998 roku. Piotr Ciszek i jego żona – zmęczeni pracą w korporacji – zaczęli szukać domu na wsi. Trafili na ruinę.</p>„To była potworna ruina. Nie było okien, nie było części dachu, schody były pozawalane, piwnice pod wodą. Ale było czuć ducha i wielkość tego miejsca.”<p>Decyzja o kupnie była w dużej mierze intuicyjna.</p>„To było trochę szaleństwo i trochę miłość od pierwszego wejrzenia. Zobaczyłem to miejsce i pomyślałem: wow, może spróbuję.”<p>Remont trwał znacznie dłużej, niż zakładają typowe projekty renowacyjne.</p>„Jeżeli ktoś ma dużo pieniędzy, to taki projekt można zrobić w trzy-cztery lata. U nas trwało to 12-14 lat.”<p>Przez długi czas właściciele mieszkali w jednym pokoju, ogrzewanym prowizorycznie.</p>„Na dwóch tysiącach metrów kwadratowych mieliśmy przez wiele lat jakieś 60-70 metrów przestrzeni mieszkalnej.”<p>Manufaktura pieców i ceramiki</p><p>Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów pałacu są piece kaflowe. Wiele z nich to rekonstrukcje historycznych wzorów z Warmii, Mazur i dawnych Prus Wschodnich.</p>„Chciałem, żeby wnętrza rzeczywiście weszły w epokę. Żeby to nie było tylko wstawienie mebli i złotego żyrandola.”<p>Problem polegał na tym, że takich pieców nie można było kupić.</p>„Tych pieców jest dosłownie kilkanaście w muzeach. Nikt nie chciał ich zrobić, więc postanowiłem zrobić je sam.”<p>Tak powstała manufaktura ceramiki działająca przy pałacu.</p>„Zaczęło się od potrzeby odbudowy pałacu. Były potrzebne piece – nie było gdzie kupić, więc je zrobiliśmy.”<p>Dziś manufaktura produkuje również płytki, lampy, ceramikę użytkową i elementy wyposażenia wnętrz.</p><p>Mazury jako wspólne dziedzictwo</p><p>Przed wojną majątek należał do niemieckiej rodziny von Redecker. Obecni właściciele utrzymują z jej potomkami dobre relacje.</p>„Poznaliśmy ich i właściwie co roku się widujemy.”<p>Dla Piotra Ciszka historia regionu jest częścią szerszego dziedzictwa.</p>„Ważne, żeby te miejsca przetrwały. Nieważne, czy są dziś polskie czy wcześniej były niemieckie. To jest dziedzictwo europejskie.”<p>W rozmowie przywołuje słowa niemieckiej dziennikarki Marion Dönhoff:</p>„Być może jest to najwyższa forma miłości – kochać to, czego już nie posiadasz.”<p>Życie w pałacu</p><p>Dziś Nakomiady są miejscem otwartym dla turystów. Można tu zatrzymać się w pokojach gościnnych, spacerować po parku i korzystać z biblioteki.</p>„Nie zapewniamy okrutnych atrakcji. Jest biblioteka, cisza i spokój.”<p>Pałac otacza siedmiohektarowy park, a w ogrodach znajduje się labirynt z kilku tysięcy grabów, sad i ogród warzywny inspirowany francuskimi ogrodami nad Loarą.</p><p>Właściciel przyznaje jednak, że praca przy takim miejscu nigdy się nie kończy.</p>„To projekt, który właściwie nigdy się nie kończy. Nawet jeśli coś skończysz, to zaraz coś cieknie, coś trzeba poprawić.”<p>Dlaczego warto ratować takie miejsca</p><p>Dla Piotra Ciszka odbudowa pałacu nie była tylko inwestycją ani hobby.</p>„Jedna rzecz to realizacja i chęć tworzenia. A druga to uratowanie kawałka historii.”<p>Goście z zagranicy często są zaskoczeni, że w Polsce można znaleźć tak zadbane historyczne miejsca.</p>„Czasami przyjeżdżają i pytają: naprawdę pan jest Polakiem i to jest w Polsce? Są zdziwieni, że Polska tak wygląda.”<p>Największą satysfakcją są jednak historie ludzi, których ten projekt zainspirował.</p>„Dostaliśmy kiedyś list od kobiety, która przeczytała o naszej historii. Napisała, że dzięki temu wyremontowała swój dom po rodzicach.”<p>Cisza, sarny i pięć psów</p><p>Życie w pałacu to także codzienność, która bardzo różni się od tej w mieście.</p>„Czasem człowiek chce to wszystko rzucić. Ale potem spojrzy przez okno i widzi sarny w parku.”<p>Właściciel żartuje, że nie czuje się już warszawiakiem.</p>„Ja już jestem tutejszy.”<p>Towarzyszy mu także pięć psów – gończych szwajcarskich.</p>„Nazywam je bandą. Jest Bankier, Debet, Frank, Como i jeszcze jeden gagatek.”<p>Pałac jako ambasador Polski</p><p>Piotr Ciszek mówi wprost, że czuje się trochę ambasadorem kraju.</p>„Pokazujemy turystom, że Polska może być piękna i ciekawa.”<p>Pałac w Nakomiadach pozostaje więc nie tylko miejscem noclegowym czy muzeum prywatnej pasji. To dowód, że historia – nawet ta zrujnowana – może wrócić do życia.</p>„Przed nami byli właściciele, którzy o to dbali. My dbamy teraz. Mam nadzieję, że ktoś po nas też będzie o to dbał.”]]>
      </content:encoded>
      <pubDate>Tue, 10 Mar 2026 11:26:39 +0100</pubDate>
      <author>Radio Wnet</author>
      <enclosure url="https://media.transistor.fm/b915f38c/169ed97b.mp3" length="84033275" type="audio/mpeg"/>
      <itunes:author>Radio Wnet</itunes:author>
      <itunes:duration>2099</itunes:duration>
      <itunes:summary>
        <![CDATA[<p>Pałac w Nakomiadach znajduje się w samym sercu Mazur – w trójkącie między Mrągowem, Kętrzynem i Rynem. Choć to region popularny turystycznie, to akurat tutaj panuje cisza i spokój.</p>„Nakomiady to ścisłe Mazury. Jesteśmy w takim trójkącie między Mrągowem, Kętrzynem a Rynem. Z Rynu i z Kętrzyna jest do nas po 10 kilometrów, z Mrągowa 23. Jesteśmy w centrum Mazur, ale nie w miejscu mocno eksploatowanym turystycznie.”<p>Dla wielu odwiedzających to alternatywa dla zatłoczonych kurortów.</p>„Kto chce, może pojechać na cały dzień do głośnego miejsca turystycznego – do Mikołajek albo do Wilczego Szańca. A potem wrócić na kolację do ciszy i spokoju.”<p>Pałac z XVIII wieku</p><p>Dzisiejszy pałac powstał w 1705 roku, ale historia miejsca jest jeszcze starsza. Wcześniej stał tu dwór zbudowany w drugiej połowie XVII wieku przez dyplomatę elektora brandenburskiego – Johanna von Hoverbecka.</p>„Pałac w obecnej formie został wybudowany w 1705 roku. Wcześniej był tu dwór z lat 1660–1680, wzniesiony przez dyplomatę Johanna von Hoverbecka.”<p>Rozbudowę przeprowadził jego syn, również dyplomata, który pełnił funkcję ambasadora przy dworze króla polskiego.</p><p>Projekt przygotował włoski architekt Józef Piola.</p><p>Z ruiny do miejsca z duszą</p><p>Historia współczesnego pałacu zaczęła się w 1998 roku. Piotr Ciszek i jego żona – zmęczeni pracą w korporacji – zaczęli szukać domu na wsi. Trafili na ruinę.</p>„To była potworna ruina. Nie było okien, nie było części dachu, schody były pozawalane, piwnice pod wodą. Ale było czuć ducha i wielkość tego miejsca.”<p>Decyzja o kupnie była w dużej mierze intuicyjna.</p>„To było trochę szaleństwo i trochę miłość od pierwszego wejrzenia. Zobaczyłem to miejsce i pomyślałem: wow, może spróbuję.”<p>Remont trwał znacznie dłużej, niż zakładają typowe projekty renowacyjne.</p>„Jeżeli ktoś ma dużo pieniędzy, to taki projekt można zrobić w trzy-cztery lata. U nas trwało to 12-14 lat.”<p>Przez długi czas właściciele mieszkali w jednym pokoju, ogrzewanym prowizorycznie.</p>„Na dwóch tysiącach metrów kwadratowych mieliśmy przez wiele lat jakieś 60-70 metrów przestrzeni mieszkalnej.”<p>Manufaktura pieców i ceramiki</p><p>Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów pałacu są piece kaflowe. Wiele z nich to rekonstrukcje historycznych wzorów z Warmii, Mazur i dawnych Prus Wschodnich.</p>„Chciałem, żeby wnętrza rzeczywiście weszły w epokę. Żeby to nie było tylko wstawienie mebli i złotego żyrandola.”<p>Problem polegał na tym, że takich pieców nie można było kupić.</p>„Tych pieców jest dosłownie kilkanaście w muzeach. Nikt nie chciał ich zrobić, więc postanowiłem zrobić je sam.”<p>Tak powstała manufaktura ceramiki działająca przy pałacu.</p>„Zaczęło się od potrzeby odbudowy pałacu. Były potrzebne piece – nie było gdzie kupić, więc je zrobiliśmy.”<p>Dziś manufaktura produkuje również płytki, lampy, ceramikę użytkową i elementy wyposażenia wnętrz.</p><p>Mazury jako wspólne dziedzictwo</p><p>Przed wojną majątek należał do niemieckiej rodziny von Redecker. Obecni właściciele utrzymują z jej potomkami dobre relacje.</p>„Poznaliśmy ich i właściwie co roku się widujemy.”<p>Dla Piotra Ciszka historia regionu jest częścią szerszego dziedzictwa.</p>„Ważne, żeby te miejsca przetrwały. Nieważne, czy są dziś polskie czy wcześniej były niemieckie. To jest dziedzictwo europejskie.”<p>W rozmowie przywołuje słowa niemieckiej dziennikarki Marion Dönhoff:</p>„Być może jest to najwyższa forma miłości – kochać to, czego już nie posiadasz.”<p>Życie w pałacu</p><p>Dziś Nakomiady są miejscem otwartym dla turystów. Można tu zatrzymać się w pokojach gościnnych, spacerować po parku i korzystać z biblioteki.</p>„Nie zapewniamy okrutnych atrakcji. Jest biblioteka, cisza i spokój.”<p>Pałac otacza siedmiohektarowy park, a w ogrodach znajduje się labirynt z kilku tysięcy grabów, sad i ogród warzywny inspirowany francuskimi ogrodami nad Loarą.</p><p>Właściciel przyznaje jednak, że praca przy takim miejscu nigdy się nie kończy.</p>„To projekt, który właściwie nigdy się nie kończy. Nawet jeśli coś skończysz, to zaraz coś cieknie, coś trzeba poprawić.”<p>Dlaczego warto ratować takie miejsca</p><p>Dla Piotra Ciszka odbudowa pałacu nie była tylko inwestycją ani hobby.</p>„Jedna rzecz to realizacja i chęć tworzenia. A druga to uratowanie kawałka historii.”<p>Goście z zagranicy często są zaskoczeni, że w Polsce można znaleźć tak zadbane historyczne miejsca.</p>„Czasami przyjeżdżają i pytają: naprawdę pan jest Polakiem i to jest w Polsce? Są zdziwieni, że Polska tak wygląda.”<p>Największą satysfakcją są jednak historie ludzi, których ten projekt zainspirował.</p>„Dostaliśmy kiedyś list od kobiety, która przeczytała o naszej historii. Napisała, że dzięki temu wyremontowała swój dom po rodzicach.”<p>Cisza, sarny i pięć psów</p><p>Życie w pałacu to także codzienność, która bardzo różni się od tej w mieście.</p>„Czasem człowiek chce to wszystko rzucić. Ale potem spojrzy przez okno i widzi sarny w parku.”<p>Właściciel żartuje, że nie czuje się już warszawiakiem.</p>„Ja już jestem tutejszy.”<p>Towarzyszy mu także pięć psów – gończych szwajcarskich.</p>„Nazywam je bandą. Jest Bankier, Debet, Frank, Como i jeszcze jeden gagatek.”<p>Pałac jako ambasador Polski</p><p>Piotr Ciszek mówi wprost, że czuje się trochę ambasadorem kraju.</p>„Pokazujemy turystom, że Polska może być piękna i ciekawa.”<p>Pałac w Nakomiadach pozostaje więc nie tylko miejscem noclegowym czy muzeum prywatnej pasji. To dowód, że historia – nawet ta zrujnowana – może wrócić do życia.</p>„Przed nami byli właściciele, którzy o to dbali. My dbamy teraz. Mam nadzieję, że ktoś po nas też będzie o to dbał.”]]>
      </itunes:summary>
      <itunes:keywords>dwór, pałac, ziemianie, ziemiaństwo, szlachta, historia, gazon, willa, park</itunes:keywords>
      <itunes:explicit>No</itunes:explicit>
    </item>
    <item>
      <title>Wkoło Gazonu: Zamek w Korzkwi czyli projekt mini Wawelu pod Krakowem</title>
      <itunes:episode>6</itunes:episode>
      <podcast:episode>6</podcast:episode>
      <itunes:title>Wkoło Gazonu: Zamek w Korzkwi czyli projekt mini Wawelu pod Krakowem</itunes:title>
      <itunes:episodeType>full</itunes:episodeType>
      <guid isPermaLink="false">c49b258f-df78-4f9c-979f-b04463b13dc1</guid>
      <link>https://share.transistor.fm/s/461591d4</link>
      <description>
        <![CDATA[<p>Zamek w Korzkwi, położony zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum Krakowa, przez lata pozostawał dla wielu mieszkańców miasta niemal niewidoczny. Ukryty wśród zieleni, sprawiał wrażenie miejsca zapomnianego i trudno dostępnego. Jak mówi Jerzy Donimirski: „przez to, że jest tak zarośnięte, to my jesteśmy jak taka twierdza Azteków (…) schowana i nieodkryta. Do dzisiaj w lecie jak się tu jedzie, to nie widać tego zamku w ogóle”.</p><p>W audycji „Wkoło Gazonu” właściciel zamku pokazuje Korzkiew jako alternatywę wobec zatłoczonego Rynku Głównego. Podkreśla jej bliskość i kameralny charakter: „jesteśmy naprawdę 25 minut i zapraszam gorąco — jak się człowiek już znudzi turystami na Rynku Głównym (…) zapraszamy tutaj do lasu, na pagórki, do Dolinek Krakowskich”.</p><p>Jak to się zaczęło?</p><p>Jerzy Donimirski wraca do momentu przełomu po 1989 roku. Po kilku latach pracy i pobytu za granicą zdecydował się wrócić do Polski, widząc w tym szansę na nowe życie zawodowe i osobiste: „następuje w 90. roku upadek komunizmu i ja wracam z tej Ameryki, bo widzę tutaj dla siebie szansę”. Ważnym tłem tej decyzji była również historia rodzinna naznaczona wojną, utratą majątku i stratą bliskich: „babuleńka (…) powiedziała, że widziała jak gestapo (…) zabierało mojego dziadka”.</p><p>Przypadkowe odkrycie ruin</p><p>Choć całe życie był związany z Krakowem, długo nie znał Korzkwi. Wszystko zmieniła przypadkowa wycieczka z przyjacielem: „nigdy nie znałem tego miejsca. No i nagle mnie zatkało, bo oto jest ruina kompletna”. Wtedy pojawiła się myśl o odbudowie i stworzeniu rodzinnej siedziby: „pomyślałem: kurcze kupię ten zamek i go odbuduję”.</p><p>Szybko jednak przyszło rozczarowanie: „no ale figę z makiem”. Zamek został sprzedany w inne ręce. Ostatecznie, po wielu staraniach, udało się doprowadzić transakcję do końca: „udało mi się to odkupić”.</p><p>„No wariat” — reakcja rodziny i życie na zamku</p><p>Decyzja o zakupie ruin nie spotkała się początkowo z entuzjazmem najbliższych: „reakcja była wręcz 180 stopni przeciwna: że no wariat, po prostu wariat”. Mimo to rodzina zdecydowała się zamieszkać na zamku, a to doświadczenie na trwałe zmieniło podejście gospodarza do miejsca: „stwierdziliśmy, że nie możemy być egoistami i tylko tutaj dla siebie to traktować jako willi”.</p><p>Zamek przestał być prywatnym projektem, a stał się przestrzenią otwartą dla innych.</p><p>27 lat odbudowy</p><p>Odbudowa zamku okazała się procesem długim i wymagającym. Donimirski podkreśla rolę współpracowników i ekspertów: „przez dwa lata (…) on rysował, a ja (…) starałem się ustawić scenografię tego zamku”.</p><p>Początki zamku sięgają XIV wieku: „pierwsze wzmianki mówią o roku 1352”.</p><p>Pojawia się również anegdota o poszukiwaniu skarbów: „próbowaliśmy z różdżkarzem zbadać, czy tu jakichś skarbów nie ma”. Choć niczego nie znaleziono, najważniejszym „skarbem” okazała się wytrwałość: „stąd potem nastąpiła już przez 27 lat trwająca odbudowa”.</p><p>Jednym z kluczowych momentów było ratowanie murów: „nawiercenie 600 otworów (…) i wstrzyknięcie sześciu kubików betonu”, aby — jak tłumaczy — „skleić te mury, bo one nie miały dachu przez około 150 lat”.</p><p>Dziedzictwo i pamięć miejsca</p><p>Ważną częścią opowieści są losy dawnych właścicieli i związki z rodziną Wodzickich. Donimirski przypomina m.in.: „na ręce Wodzickiego generała przysięgał Kościuszko”. Zamek jawi się jako element szerszej historii Krakowa i Małopolski, zapisanej w murach i archiwach.</p><p>Szczególne wrażenie robią na nim wizyty starszych mieszkańców: „o Boże, przecież ja to pamiętam jak tutaj byłam dziewczynką”. Dla lokalnej społeczności Korzkiew staje się symbolem ciągłości i tożsamości.</p><p>Współczesność: bezpieczeństwo i otwartość</p><p>Po wybuchu wojny w Ukrainie gospodarze przyjęli uchodźców: „przyjęliśmy (…) około 50 matek z dziećmi”. To doświadczenie skłoniło właściciela zamku do refleksji nad bezpieczeństwem. Historyczna brama została wzmocniona: „mamy 12-milimetrową blachę pancerną”.</p><p>Z charakterystycznym dystansem dodaje: „jak będzie wojna, zapraszam na zamek, proszę plecaczek z jedzeniem”.</p><p>Mimo to zamek pozostaje miejscem otwartym: „brama jest otwarta i czeka”. Odbywają się tu spotkania, wydarzenia i uroczystości, a historia jest stale obecna w codziennym życiu.</p><p>Plany na 2027 rok</p><p>W finale rozmowy pojawiają się plany związane z jubileuszem 2027 roku — 675-leciem rozpoczęcia budowy zamku i rocznicą bitwy pod Korzkwią. Celem jest pełna rekonstrukcja obiektu: „100% zrekonstruowany, odbudowany zamek” oraz stworzenie — jak mówi Jerzy Donimirski — „takiego mini Wawelu pod Krakowem”.</p>]]>
      </description>
      <content:encoded>
        <![CDATA[<p>Zamek w Korzkwi, położony zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum Krakowa, przez lata pozostawał dla wielu mieszkańców miasta niemal niewidoczny. Ukryty wśród zieleni, sprawiał wrażenie miejsca zapomnianego i trudno dostępnego. Jak mówi Jerzy Donimirski: „przez to, że jest tak zarośnięte, to my jesteśmy jak taka twierdza Azteków (…) schowana i nieodkryta. Do dzisiaj w lecie jak się tu jedzie, to nie widać tego zamku w ogóle”.</p><p>W audycji „Wkoło Gazonu” właściciel zamku pokazuje Korzkiew jako alternatywę wobec zatłoczonego Rynku Głównego. Podkreśla jej bliskość i kameralny charakter: „jesteśmy naprawdę 25 minut i zapraszam gorąco — jak się człowiek już znudzi turystami na Rynku Głównym (…) zapraszamy tutaj do lasu, na pagórki, do Dolinek Krakowskich”.</p><p>Jak to się zaczęło?</p><p>Jerzy Donimirski wraca do momentu przełomu po 1989 roku. Po kilku latach pracy i pobytu za granicą zdecydował się wrócić do Polski, widząc w tym szansę na nowe życie zawodowe i osobiste: „następuje w 90. roku upadek komunizmu i ja wracam z tej Ameryki, bo widzę tutaj dla siebie szansę”. Ważnym tłem tej decyzji była również historia rodzinna naznaczona wojną, utratą majątku i stratą bliskich: „babuleńka (…) powiedziała, że widziała jak gestapo (…) zabierało mojego dziadka”.</p><p>Przypadkowe odkrycie ruin</p><p>Choć całe życie był związany z Krakowem, długo nie znał Korzkwi. Wszystko zmieniła przypadkowa wycieczka z przyjacielem: „nigdy nie znałem tego miejsca. No i nagle mnie zatkało, bo oto jest ruina kompletna”. Wtedy pojawiła się myśl o odbudowie i stworzeniu rodzinnej siedziby: „pomyślałem: kurcze kupię ten zamek i go odbuduję”.</p><p>Szybko jednak przyszło rozczarowanie: „no ale figę z makiem”. Zamek został sprzedany w inne ręce. Ostatecznie, po wielu staraniach, udało się doprowadzić transakcję do końca: „udało mi się to odkupić”.</p><p>„No wariat” — reakcja rodziny i życie na zamku</p><p>Decyzja o zakupie ruin nie spotkała się początkowo z entuzjazmem najbliższych: „reakcja była wręcz 180 stopni przeciwna: że no wariat, po prostu wariat”. Mimo to rodzina zdecydowała się zamieszkać na zamku, a to doświadczenie na trwałe zmieniło podejście gospodarza do miejsca: „stwierdziliśmy, że nie możemy być egoistami i tylko tutaj dla siebie to traktować jako willi”.</p><p>Zamek przestał być prywatnym projektem, a stał się przestrzenią otwartą dla innych.</p><p>27 lat odbudowy</p><p>Odbudowa zamku okazała się procesem długim i wymagającym. Donimirski podkreśla rolę współpracowników i ekspertów: „przez dwa lata (…) on rysował, a ja (…) starałem się ustawić scenografię tego zamku”.</p><p>Początki zamku sięgają XIV wieku: „pierwsze wzmianki mówią o roku 1352”.</p><p>Pojawia się również anegdota o poszukiwaniu skarbów: „próbowaliśmy z różdżkarzem zbadać, czy tu jakichś skarbów nie ma”. Choć niczego nie znaleziono, najważniejszym „skarbem” okazała się wytrwałość: „stąd potem nastąpiła już przez 27 lat trwająca odbudowa”.</p><p>Jednym z kluczowych momentów było ratowanie murów: „nawiercenie 600 otworów (…) i wstrzyknięcie sześciu kubików betonu”, aby — jak tłumaczy — „skleić te mury, bo one nie miały dachu przez około 150 lat”.</p><p>Dziedzictwo i pamięć miejsca</p><p>Ważną częścią opowieści są losy dawnych właścicieli i związki z rodziną Wodzickich. Donimirski przypomina m.in.: „na ręce Wodzickiego generała przysięgał Kościuszko”. Zamek jawi się jako element szerszej historii Krakowa i Małopolski, zapisanej w murach i archiwach.</p><p>Szczególne wrażenie robią na nim wizyty starszych mieszkańców: „o Boże, przecież ja to pamiętam jak tutaj byłam dziewczynką”. Dla lokalnej społeczności Korzkiew staje się symbolem ciągłości i tożsamości.</p><p>Współczesność: bezpieczeństwo i otwartość</p><p>Po wybuchu wojny w Ukrainie gospodarze przyjęli uchodźców: „przyjęliśmy (…) około 50 matek z dziećmi”. To doświadczenie skłoniło właściciela zamku do refleksji nad bezpieczeństwem. Historyczna brama została wzmocniona: „mamy 12-milimetrową blachę pancerną”.</p><p>Z charakterystycznym dystansem dodaje: „jak będzie wojna, zapraszam na zamek, proszę plecaczek z jedzeniem”.</p><p>Mimo to zamek pozostaje miejscem otwartym: „brama jest otwarta i czeka”. Odbywają się tu spotkania, wydarzenia i uroczystości, a historia jest stale obecna w codziennym życiu.</p><p>Plany na 2027 rok</p><p>W finale rozmowy pojawiają się plany związane z jubileuszem 2027 roku — 675-leciem rozpoczęcia budowy zamku i rocznicą bitwy pod Korzkwią. Celem jest pełna rekonstrukcja obiektu: „100% zrekonstruowany, odbudowany zamek” oraz stworzenie — jak mówi Jerzy Donimirski — „takiego mini Wawelu pod Krakowem”.</p>]]>
      </content:encoded>
      <pubDate>Tue, 03 Feb 2026 14:47:27 +0100</pubDate>
      <author>Radio Wnet</author>
      <enclosure url="https://media.transistor.fm/461591d4/b1981a73.mp3" length="92120810" type="audio/mpeg"/>
      <itunes:author>Radio Wnet</itunes:author>
      <itunes:duration>2301</itunes:duration>
      <itunes:summary>
        <![CDATA[<p>Zamek w Korzkwi, położony zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum Krakowa, przez lata pozostawał dla wielu mieszkańców miasta niemal niewidoczny. Ukryty wśród zieleni, sprawiał wrażenie miejsca zapomnianego i trudno dostępnego. Jak mówi Jerzy Donimirski: „przez to, że jest tak zarośnięte, to my jesteśmy jak taka twierdza Azteków (…) schowana i nieodkryta. Do dzisiaj w lecie jak się tu jedzie, to nie widać tego zamku w ogóle”.</p><p>W audycji „Wkoło Gazonu” właściciel zamku pokazuje Korzkiew jako alternatywę wobec zatłoczonego Rynku Głównego. Podkreśla jej bliskość i kameralny charakter: „jesteśmy naprawdę 25 minut i zapraszam gorąco — jak się człowiek już znudzi turystami na Rynku Głównym (…) zapraszamy tutaj do lasu, na pagórki, do Dolinek Krakowskich”.</p><p>Jak to się zaczęło?</p><p>Jerzy Donimirski wraca do momentu przełomu po 1989 roku. Po kilku latach pracy i pobytu za granicą zdecydował się wrócić do Polski, widząc w tym szansę na nowe życie zawodowe i osobiste: „następuje w 90. roku upadek komunizmu i ja wracam z tej Ameryki, bo widzę tutaj dla siebie szansę”. Ważnym tłem tej decyzji była również historia rodzinna naznaczona wojną, utratą majątku i stratą bliskich: „babuleńka (…) powiedziała, że widziała jak gestapo (…) zabierało mojego dziadka”.</p><p>Przypadkowe odkrycie ruin</p><p>Choć całe życie był związany z Krakowem, długo nie znał Korzkwi. Wszystko zmieniła przypadkowa wycieczka z przyjacielem: „nigdy nie znałem tego miejsca. No i nagle mnie zatkało, bo oto jest ruina kompletna”. Wtedy pojawiła się myśl o odbudowie i stworzeniu rodzinnej siedziby: „pomyślałem: kurcze kupię ten zamek i go odbuduję”.</p><p>Szybko jednak przyszło rozczarowanie: „no ale figę z makiem”. Zamek został sprzedany w inne ręce. Ostatecznie, po wielu staraniach, udało się doprowadzić transakcję do końca: „udało mi się to odkupić”.</p><p>„No wariat” — reakcja rodziny i życie na zamku</p><p>Decyzja o zakupie ruin nie spotkała się początkowo z entuzjazmem najbliższych: „reakcja była wręcz 180 stopni przeciwna: że no wariat, po prostu wariat”. Mimo to rodzina zdecydowała się zamieszkać na zamku, a to doświadczenie na trwałe zmieniło podejście gospodarza do miejsca: „stwierdziliśmy, że nie możemy być egoistami i tylko tutaj dla siebie to traktować jako willi”.</p><p>Zamek przestał być prywatnym projektem, a stał się przestrzenią otwartą dla innych.</p><p>27 lat odbudowy</p><p>Odbudowa zamku okazała się procesem długim i wymagającym. Donimirski podkreśla rolę współpracowników i ekspertów: „przez dwa lata (…) on rysował, a ja (…) starałem się ustawić scenografię tego zamku”.</p><p>Początki zamku sięgają XIV wieku: „pierwsze wzmianki mówią o roku 1352”.</p><p>Pojawia się również anegdota o poszukiwaniu skarbów: „próbowaliśmy z różdżkarzem zbadać, czy tu jakichś skarbów nie ma”. Choć niczego nie znaleziono, najważniejszym „skarbem” okazała się wytrwałość: „stąd potem nastąpiła już przez 27 lat trwająca odbudowa”.</p><p>Jednym z kluczowych momentów było ratowanie murów: „nawiercenie 600 otworów (…) i wstrzyknięcie sześciu kubików betonu”, aby — jak tłumaczy — „skleić te mury, bo one nie miały dachu przez około 150 lat”.</p><p>Dziedzictwo i pamięć miejsca</p><p>Ważną częścią opowieści są losy dawnych właścicieli i związki z rodziną Wodzickich. Donimirski przypomina m.in.: „na ręce Wodzickiego generała przysięgał Kościuszko”. Zamek jawi się jako element szerszej historii Krakowa i Małopolski, zapisanej w murach i archiwach.</p><p>Szczególne wrażenie robią na nim wizyty starszych mieszkańców: „o Boże, przecież ja to pamiętam jak tutaj byłam dziewczynką”. Dla lokalnej społeczności Korzkiew staje się symbolem ciągłości i tożsamości.</p><p>Współczesność: bezpieczeństwo i otwartość</p><p>Po wybuchu wojny w Ukrainie gospodarze przyjęli uchodźców: „przyjęliśmy (…) około 50 matek z dziećmi”. To doświadczenie skłoniło właściciela zamku do refleksji nad bezpieczeństwem. Historyczna brama została wzmocniona: „mamy 12-milimetrową blachę pancerną”.</p><p>Z charakterystycznym dystansem dodaje: „jak będzie wojna, zapraszam na zamek, proszę plecaczek z jedzeniem”.</p><p>Mimo to zamek pozostaje miejscem otwartym: „brama jest otwarta i czeka”. Odbywają się tu spotkania, wydarzenia i uroczystości, a historia jest stale obecna w codziennym życiu.</p><p>Plany na 2027 rok</p><p>W finale rozmowy pojawiają się plany związane z jubileuszem 2027 roku — 675-leciem rozpoczęcia budowy zamku i rocznicą bitwy pod Korzkwią. Celem jest pełna rekonstrukcja obiektu: „100% zrekonstruowany, odbudowany zamek” oraz stworzenie — jak mówi Jerzy Donimirski — „takiego mini Wawelu pod Krakowem”.</p>]]>
      </itunes:summary>
      <itunes:keywords>dwór, pałac, ziemianie, ziemiaństwo, szlachta, historia, gazon, willa, park</itunes:keywords>
      <itunes:explicit>No</itunes:explicit>
    </item>
    <item>
      <title>Wkoło Gazonu: Dwór w Cudzynowicach - obserwatorium astronomiczne i pilot RAAFu</title>
      <itunes:episode>5</itunes:episode>
      <podcast:episode>5</podcast:episode>
      <itunes:title>Wkoło Gazonu: Dwór w Cudzynowicach - obserwatorium astronomiczne i pilot RAAFu</itunes:title>
      <itunes:episodeType>full</itunes:episodeType>
      <guid isPermaLink="false">44037a9b-3d76-404e-8410-bc9c0d91c5e0</guid>
      <link>https://share.transistor.fm/s/638bdc3c</link>
      <description>
        <![CDATA[<p>Dwór w Cudzynowicach w województwie świętokrzyskim jeszcze niedawno był opuszczoną ruiną. Dziś to znów dom – i to dom z niezwykłą historią. Marta i Michał Żołnowscy, którzy przeprowadzili się tu z Krakowa, przyznają, że początki były trudne.</p>„Mieszkamy tutaj w ogóle od, równo właściwie z dokładnością, do kilku dni od roku. Sprowadziliśmy się tutaj zupełnie na wariackich papierach, jak to się mówi. Nie było wielu, wielu podstawowych rzeczy. W pralni mieliśmy tymczasową kuchnię, łazienkę, sypialnia była nieskończona. A fachowcy krzątali się od rana do wieczora.”<p>Dwór wzniesiono w 1820 roku dla rodziny Krzyżanowskich, związanych z Krakowem i Uniwersytetem Jagiellońskim. Ostatni przedwojenni właściciele, Włodzimierz i Stefania Krzyżanowscy, prowadzili tu nowoczesne gospodarstwo.</p>„Dwór został wybudowany w 1820 roku przez rodzinę Krzyżanowskich, którzy kupili tę posiadłość, te pola, wieś od Żeleńskich. (…) Włodzimierz i Stefania Krzyżanowscy to byli ostatni właściciele tego dworu w okresie międzywojennym. Krzyżanowski był prawnikiem. Był też, mówiąc współczesnym językiem, biznesmenem, któremu się dosyć wiodło. Byli właścicielem cukrowni buraków tutaj w Kazimierzy. Był też takim innowatorem. Pomagał wybudować kolej wąskotorową w okolicy.”<p>Wojna brutalnie przerwała ten świat. Włodzimierz Krzyżanowski, oficer Wojska Polskiego został aresztowany i uwięziony w Ostaszkowie.</p>„Jak przyszła wojna, był oficerem. Został powołany do żandarmerii polskiej. Został pojmany przez Rosjan i w 40 roku zginął strzałem w tył głowy. Nawet nie znaleziono jego ciała później.”<p>Stefania została we dworze sama z córką Haliną, prowadząc gospodarstwo i życie kulturalne mimo okupacji. To właśnie wtedy w Cudzynowicach rozegrała się sensacyjna historia alianckiego lotnika RAAF, Alana Huntera Hammetta.</p>„Historia z pilotem RAAFu, Alanem Hunterem Hammettem. Jest w ogóle wyjątkowa. To jest scenariusz na doskonały film sensacyjny, wojenny, z pewnością. Z wątkiem romantycznym zresztą.”<p>W sierpniu 1944 roku, podczas lotów z Włoch z pomocą dla powstańczej Warszawy, nad okolicą został zestrzelony Liberator. Większość załogi zginęła, część dostała się do niewoli.</p>„Przeżył tak naprawdę jeden nawigator z tego samolotu, właśnie niejaki Alan Hunter Hammett, który na tym spadochronie gdzieś tutaj spadł w okolicy i mieszkał przez kilka miesięcy w Cudzynowicach. Tutaj właśnie u Stefani Krzyżanowskiej, ona go ukrywała. On, żeby też nie został wydany, żeby nie doszło do konspiracji, udawał głuchoniemego, ale był zaangażowany w walki partyzanckie w okolicy.”<p>Do tej historii Żołnowscy doszli jak do układanki – przez rodzinne archiwa Krzyżanowskich i spotkania z pasjonatami historii Podgórza w Krakowie. Zderzenie zdjęcia z wojennej gazety z fotografiami z dworu nie pozostawiło wątpliwości.</p>„Michał wrócił do domu, zaczął przeglądać te zdjęcia i mówi, zobacz, to on. Ma niezwykle charakterystyczne rysy twarzy. Nie było żadnej wątpliwości, że to jest dokładnie ten człowiek. (…) To jest zdjęcie, które było przez miłośników historii Podgórze pokazane, znajduje się w internecie, a to jest zdjęcie, które my dostaliśmy od znajomych córki Krzyżanowskich i to jest ten sam człowiek.”<p>W opowieść wpisany jest również wątek miłosny – aliancki lotnik zakochał się w młodej Polce ze Święcic.</p>„Poznał Wielowiejską, która w dworze w Święcicach mieszkała i zakochali się w sobie na tyle mocno, że pobrali się. Wyjechali razem do Australii. (…) I tam z tą wielowiejską żyli, mieli bliźniaków, którzy żyją do tej pory. Michael i Peter zresztą.”<p>Po wojnie dwór został zbombardowany, upaństwowiony i zamieniony w szkołę rolniczą, a potem internat. Stefania z córką uciekły w styczniu 1945 roku. Halina została później znaną scenografką – pracowała m.in. przy filmach Barei i serialu „Czterdziestolatek”.</p>„Nigdy nie chciała odzyskać tego dworu i nigdy nie chciała tu wrócić. Miała tak smutne, tak traumatyczne wspomnienia z tego okresu dzieciństwa, gdzie straciła ojca, gdzie była okupacja, gdzie potem z mamą opuszczały ten dwór w stresie i w takiej traumie można powiedzieć, że nigdy nie chciała tutaj wrócić.”<p>Kiedy internat zamknięto, budynek zaczął popadać w ruinę. Dwór został wystawiony na licytację komorniczą. I tu zaczyna się współczesny rozdział historii.</p>„Formalnie właścicielami jesteśmy od 2022 roku, czyli raptem trzy lata. Był luty 2022 roku, dosłownie tydzień po inwazji rosyjskiej na Ukrainę (…). Pojechaliśmy na licytację komorniczą w Kazimierzy Wielkiej i w sądzie okazało się, że nie było nikogo. Byłem tylko ja, z chętnych, którzy mogli kupić to miejsce, więc wróciłem do domu, do Krakowa z radosną nowiną, że słuchajcie, jesteśmy właścicielami dworu w Cudzynowicach.”<p>To mama pana Michała, krakowska przewodniczka i miłośniczka historii, wypatrzyła ogłoszenie o sprzedaży. To jej upór zapoczątkował tę historię.</p>„Mama przyszła pewnego dnia z iPadem do mnie i mówi, Michał popatrz się, tutaj jest taki fajny dwór do sprzedania. (…) Natomiast niestety moja mama, która znalazła to miejsce i tu przyjeżdżała nie raz, jak były te remonty i miała być też mieszkańcem tego miejsca, zmarła niespodziewanie rok temu. Także ta historia ma taki swój bardzo smutny wątek. Ale to właśnie dzięki mamie znaleźliśmy to miejsce i tutaj jesteśmy dzisiaj.”<p>Skala prac okazała się gigantyczna: od odwodnienia lochów i pomp pracujących non-stop, przez wymianę wszystkich instalacji, po odtwarzanie detali i wnętrz.</p>„Zaczęliśmy od tych najważniejszych, których nie widać, czyli właśnie odwodnienia, system odciągnięcia wód gruntowych do pobliskiej rzeczki, do Nidzicy, po takie rzeczy związane faktycznie z wystrojem, czyli wymiana wszystkich tynków, całej instalacji elektrycznej, zbudowanie ogrzewania na nowo, hydrauliki, wszystkiego, tak naprawdę zostały tutaj tylko i wyłącznie same ściany. Wszystko inne musieliśmy zrobić.”<p>Żołnowscy przyznają, że gdyby znali cały zakres koniecznych remontów, być może nie podjęliby takiej decyzji – ale dziś nie żałują.</p>„Gdyby ktoś nam wtedy… przed tą licytacją, powiedział jaka jest skala prac tutaj do zrobienia, to z całą pewnością byśmy nigdy w życiu się na to nie zgodzili. (…) Nasz budżet kilkukrotnie został zwielokrotniony, ale nie żałujemy. Jesteśmy szczęśliwi. (…) To jest taki stary dom z duszą. Mimo, że jesteśmy tutaj obcy, nigdy nie mieliśmy niczego wspólnego z tym miejscem, ani jakichś tam wątków rodzinnych, nie wiem, jakikolwiek, to czujemy się, że tutaj należymy do tego miejsca.”<p>Jednym z najmocniej zaskakujących wątków rozmowy jest kosmos – dosłownie. Obecny właściciel dworu jest astronomem amatorem, współodkrywcą komety „Polonia” i współtwórcą sieci 11 zdalnych obserwatoriów astronomicznych na świecie. We dworze trzyma fragment izolacji z Apollo 13, kawałek kliszy fotograficznej użytej na Księżycu i – co najcenniejsze – pył księżycowy z misji Apollo 15.</p>„To jest fragment specjalnej takiej torby, takiego zasobnika, którego Amerykanie w misji Apollo 15 mieli do przechowywania próbę księżycowych. (…) Ale można mieć pył księżycowy. I tutaj takie poszarzenie takie widać, prawda? (…) to jest właśnie pył księżycowy.”<p>Latem Żołnowscy postawili przy dworze obserwatorium astronomiczne, dzięki któremu współpracujące m.in. z Europejską Agencją Kosmiczną.</p><p>Codzienność w Cudzynowicach okazuje się paradoksalnie prostsza niż w mieście.</p>„Niewiargodnie dobrze się mieszka, w skrócie. (…) To, co sobie cenimy, będąc tu na miejscu w porównaniu z życiem w dużym mieście, no po pierwsze spokój. Jest nieprawdopodobnie cicho i jest takie zwolnienie. To, że człowiek wychodzi i w zasadzie po ...]]>
      </description>
      <content:encoded>
        <![CDATA[<p>Dwór w Cudzynowicach w województwie świętokrzyskim jeszcze niedawno był opuszczoną ruiną. Dziś to znów dom – i to dom z niezwykłą historią. Marta i Michał Żołnowscy, którzy przeprowadzili się tu z Krakowa, przyznają, że początki były trudne.</p>„Mieszkamy tutaj w ogóle od, równo właściwie z dokładnością, do kilku dni od roku. Sprowadziliśmy się tutaj zupełnie na wariackich papierach, jak to się mówi. Nie było wielu, wielu podstawowych rzeczy. W pralni mieliśmy tymczasową kuchnię, łazienkę, sypialnia była nieskończona. A fachowcy krzątali się od rana do wieczora.”<p>Dwór wzniesiono w 1820 roku dla rodziny Krzyżanowskich, związanych z Krakowem i Uniwersytetem Jagiellońskim. Ostatni przedwojenni właściciele, Włodzimierz i Stefania Krzyżanowscy, prowadzili tu nowoczesne gospodarstwo.</p>„Dwór został wybudowany w 1820 roku przez rodzinę Krzyżanowskich, którzy kupili tę posiadłość, te pola, wieś od Żeleńskich. (…) Włodzimierz i Stefania Krzyżanowscy to byli ostatni właściciele tego dworu w okresie międzywojennym. Krzyżanowski był prawnikiem. Był też, mówiąc współczesnym językiem, biznesmenem, któremu się dosyć wiodło. Byli właścicielem cukrowni buraków tutaj w Kazimierzy. Był też takim innowatorem. Pomagał wybudować kolej wąskotorową w okolicy.”<p>Wojna brutalnie przerwała ten świat. Włodzimierz Krzyżanowski, oficer Wojska Polskiego został aresztowany i uwięziony w Ostaszkowie.</p>„Jak przyszła wojna, był oficerem. Został powołany do żandarmerii polskiej. Został pojmany przez Rosjan i w 40 roku zginął strzałem w tył głowy. Nawet nie znaleziono jego ciała później.”<p>Stefania została we dworze sama z córką Haliną, prowadząc gospodarstwo i życie kulturalne mimo okupacji. To właśnie wtedy w Cudzynowicach rozegrała się sensacyjna historia alianckiego lotnika RAAF, Alana Huntera Hammetta.</p>„Historia z pilotem RAAFu, Alanem Hunterem Hammettem. Jest w ogóle wyjątkowa. To jest scenariusz na doskonały film sensacyjny, wojenny, z pewnością. Z wątkiem romantycznym zresztą.”<p>W sierpniu 1944 roku, podczas lotów z Włoch z pomocą dla powstańczej Warszawy, nad okolicą został zestrzelony Liberator. Większość załogi zginęła, część dostała się do niewoli.</p>„Przeżył tak naprawdę jeden nawigator z tego samolotu, właśnie niejaki Alan Hunter Hammett, który na tym spadochronie gdzieś tutaj spadł w okolicy i mieszkał przez kilka miesięcy w Cudzynowicach. Tutaj właśnie u Stefani Krzyżanowskiej, ona go ukrywała. On, żeby też nie został wydany, żeby nie doszło do konspiracji, udawał głuchoniemego, ale był zaangażowany w walki partyzanckie w okolicy.”<p>Do tej historii Żołnowscy doszli jak do układanki – przez rodzinne archiwa Krzyżanowskich i spotkania z pasjonatami historii Podgórza w Krakowie. Zderzenie zdjęcia z wojennej gazety z fotografiami z dworu nie pozostawiło wątpliwości.</p>„Michał wrócił do domu, zaczął przeglądać te zdjęcia i mówi, zobacz, to on. Ma niezwykle charakterystyczne rysy twarzy. Nie było żadnej wątpliwości, że to jest dokładnie ten człowiek. (…) To jest zdjęcie, które było przez miłośników historii Podgórze pokazane, znajduje się w internecie, a to jest zdjęcie, które my dostaliśmy od znajomych córki Krzyżanowskich i to jest ten sam człowiek.”<p>W opowieść wpisany jest również wątek miłosny – aliancki lotnik zakochał się w młodej Polce ze Święcic.</p>„Poznał Wielowiejską, która w dworze w Święcicach mieszkała i zakochali się w sobie na tyle mocno, że pobrali się. Wyjechali razem do Australii. (…) I tam z tą wielowiejską żyli, mieli bliźniaków, którzy żyją do tej pory. Michael i Peter zresztą.”<p>Po wojnie dwór został zbombardowany, upaństwowiony i zamieniony w szkołę rolniczą, a potem internat. Stefania z córką uciekły w styczniu 1945 roku. Halina została później znaną scenografką – pracowała m.in. przy filmach Barei i serialu „Czterdziestolatek”.</p>„Nigdy nie chciała odzyskać tego dworu i nigdy nie chciała tu wrócić. Miała tak smutne, tak traumatyczne wspomnienia z tego okresu dzieciństwa, gdzie straciła ojca, gdzie była okupacja, gdzie potem z mamą opuszczały ten dwór w stresie i w takiej traumie można powiedzieć, że nigdy nie chciała tutaj wrócić.”<p>Kiedy internat zamknięto, budynek zaczął popadać w ruinę. Dwór został wystawiony na licytację komorniczą. I tu zaczyna się współczesny rozdział historii.</p>„Formalnie właścicielami jesteśmy od 2022 roku, czyli raptem trzy lata. Był luty 2022 roku, dosłownie tydzień po inwazji rosyjskiej na Ukrainę (…). Pojechaliśmy na licytację komorniczą w Kazimierzy Wielkiej i w sądzie okazało się, że nie było nikogo. Byłem tylko ja, z chętnych, którzy mogli kupić to miejsce, więc wróciłem do domu, do Krakowa z radosną nowiną, że słuchajcie, jesteśmy właścicielami dworu w Cudzynowicach.”<p>To mama pana Michała, krakowska przewodniczka i miłośniczka historii, wypatrzyła ogłoszenie o sprzedaży. To jej upór zapoczątkował tę historię.</p>„Mama przyszła pewnego dnia z iPadem do mnie i mówi, Michał popatrz się, tutaj jest taki fajny dwór do sprzedania. (…) Natomiast niestety moja mama, która znalazła to miejsce i tu przyjeżdżała nie raz, jak były te remonty i miała być też mieszkańcem tego miejsca, zmarła niespodziewanie rok temu. Także ta historia ma taki swój bardzo smutny wątek. Ale to właśnie dzięki mamie znaleźliśmy to miejsce i tutaj jesteśmy dzisiaj.”<p>Skala prac okazała się gigantyczna: od odwodnienia lochów i pomp pracujących non-stop, przez wymianę wszystkich instalacji, po odtwarzanie detali i wnętrz.</p>„Zaczęliśmy od tych najważniejszych, których nie widać, czyli właśnie odwodnienia, system odciągnięcia wód gruntowych do pobliskiej rzeczki, do Nidzicy, po takie rzeczy związane faktycznie z wystrojem, czyli wymiana wszystkich tynków, całej instalacji elektrycznej, zbudowanie ogrzewania na nowo, hydrauliki, wszystkiego, tak naprawdę zostały tutaj tylko i wyłącznie same ściany. Wszystko inne musieliśmy zrobić.”<p>Żołnowscy przyznają, że gdyby znali cały zakres koniecznych remontów, być może nie podjęliby takiej decyzji – ale dziś nie żałują.</p>„Gdyby ktoś nam wtedy… przed tą licytacją, powiedział jaka jest skala prac tutaj do zrobienia, to z całą pewnością byśmy nigdy w życiu się na to nie zgodzili. (…) Nasz budżet kilkukrotnie został zwielokrotniony, ale nie żałujemy. Jesteśmy szczęśliwi. (…) To jest taki stary dom z duszą. Mimo, że jesteśmy tutaj obcy, nigdy nie mieliśmy niczego wspólnego z tym miejscem, ani jakichś tam wątków rodzinnych, nie wiem, jakikolwiek, to czujemy się, że tutaj należymy do tego miejsca.”<p>Jednym z najmocniej zaskakujących wątków rozmowy jest kosmos – dosłownie. Obecny właściciel dworu jest astronomem amatorem, współodkrywcą komety „Polonia” i współtwórcą sieci 11 zdalnych obserwatoriów astronomicznych na świecie. We dworze trzyma fragment izolacji z Apollo 13, kawałek kliszy fotograficznej użytej na Księżycu i – co najcenniejsze – pył księżycowy z misji Apollo 15.</p>„To jest fragment specjalnej takiej torby, takiego zasobnika, którego Amerykanie w misji Apollo 15 mieli do przechowywania próbę księżycowych. (…) Ale można mieć pył księżycowy. I tutaj takie poszarzenie takie widać, prawda? (…) to jest właśnie pył księżycowy.”<p>Latem Żołnowscy postawili przy dworze obserwatorium astronomiczne, dzięki któremu współpracujące m.in. z Europejską Agencją Kosmiczną.</p><p>Codzienność w Cudzynowicach okazuje się paradoksalnie prostsza niż w mieście.</p>„Niewiargodnie dobrze się mieszka, w skrócie. (…) To, co sobie cenimy, będąc tu na miejscu w porównaniu z życiem w dużym mieście, no po pierwsze spokój. Jest nieprawdopodobnie cicho i jest takie zwolnienie. To, że człowiek wychodzi i w zasadzie po ...]]>
      </content:encoded>
      <pubDate>Tue, 02 Dec 2025 11:16:10 +0100</pubDate>
      <author>Radio Wnet</author>
      <enclosure url="https://media.transistor.fm/638bdc3c/9a9763fc.mp3" length="90992348" type="audio/mpeg"/>
      <itunes:author>Radio Wnet</itunes:author>
      <itunes:duration>2273</itunes:duration>
      <itunes:summary>
        <![CDATA[<p>Dwór w Cudzynowicach w województwie świętokrzyskim jeszcze niedawno był opuszczoną ruiną. Dziś to znów dom – i to dom z niezwykłą historią. Marta i Michał Żołnowscy, którzy przeprowadzili się tu z Krakowa, przyznają, że początki były trudne.</p>„Mieszkamy tutaj w ogóle od, równo właściwie z dokładnością, do kilku dni od roku. Sprowadziliśmy się tutaj zupełnie na wariackich papierach, jak to się mówi. Nie było wielu, wielu podstawowych rzeczy. W pralni mieliśmy tymczasową kuchnię, łazienkę, sypialnia była nieskończona. A fachowcy krzątali się od rana do wieczora.”<p>Dwór wzniesiono w 1820 roku dla rodziny Krzyżanowskich, związanych z Krakowem i Uniwersytetem Jagiellońskim. Ostatni przedwojenni właściciele, Włodzimierz i Stefania Krzyżanowscy, prowadzili tu nowoczesne gospodarstwo.</p>„Dwór został wybudowany w 1820 roku przez rodzinę Krzyżanowskich, którzy kupili tę posiadłość, te pola, wieś od Żeleńskich. (…) Włodzimierz i Stefania Krzyżanowscy to byli ostatni właściciele tego dworu w okresie międzywojennym. Krzyżanowski był prawnikiem. Był też, mówiąc współczesnym językiem, biznesmenem, któremu się dosyć wiodło. Byli właścicielem cukrowni buraków tutaj w Kazimierzy. Był też takim innowatorem. Pomagał wybudować kolej wąskotorową w okolicy.”<p>Wojna brutalnie przerwała ten świat. Włodzimierz Krzyżanowski, oficer Wojska Polskiego został aresztowany i uwięziony w Ostaszkowie.</p>„Jak przyszła wojna, był oficerem. Został powołany do żandarmerii polskiej. Został pojmany przez Rosjan i w 40 roku zginął strzałem w tył głowy. Nawet nie znaleziono jego ciała później.”<p>Stefania została we dworze sama z córką Haliną, prowadząc gospodarstwo i życie kulturalne mimo okupacji. To właśnie wtedy w Cudzynowicach rozegrała się sensacyjna historia alianckiego lotnika RAAF, Alana Huntera Hammetta.</p>„Historia z pilotem RAAFu, Alanem Hunterem Hammettem. Jest w ogóle wyjątkowa. To jest scenariusz na doskonały film sensacyjny, wojenny, z pewnością. Z wątkiem romantycznym zresztą.”<p>W sierpniu 1944 roku, podczas lotów z Włoch z pomocą dla powstańczej Warszawy, nad okolicą został zestrzelony Liberator. Większość załogi zginęła, część dostała się do niewoli.</p>„Przeżył tak naprawdę jeden nawigator z tego samolotu, właśnie niejaki Alan Hunter Hammett, który na tym spadochronie gdzieś tutaj spadł w okolicy i mieszkał przez kilka miesięcy w Cudzynowicach. Tutaj właśnie u Stefani Krzyżanowskiej, ona go ukrywała. On, żeby też nie został wydany, żeby nie doszło do konspiracji, udawał głuchoniemego, ale był zaangażowany w walki partyzanckie w okolicy.”<p>Do tej historii Żołnowscy doszli jak do układanki – przez rodzinne archiwa Krzyżanowskich i spotkania z pasjonatami historii Podgórza w Krakowie. Zderzenie zdjęcia z wojennej gazety z fotografiami z dworu nie pozostawiło wątpliwości.</p>„Michał wrócił do domu, zaczął przeglądać te zdjęcia i mówi, zobacz, to on. Ma niezwykle charakterystyczne rysy twarzy. Nie było żadnej wątpliwości, że to jest dokładnie ten człowiek. (…) To jest zdjęcie, które było przez miłośników historii Podgórze pokazane, znajduje się w internecie, a to jest zdjęcie, które my dostaliśmy od znajomych córki Krzyżanowskich i to jest ten sam człowiek.”<p>W opowieść wpisany jest również wątek miłosny – aliancki lotnik zakochał się w młodej Polce ze Święcic.</p>„Poznał Wielowiejską, która w dworze w Święcicach mieszkała i zakochali się w sobie na tyle mocno, że pobrali się. Wyjechali razem do Australii. (…) I tam z tą wielowiejską żyli, mieli bliźniaków, którzy żyją do tej pory. Michael i Peter zresztą.”<p>Po wojnie dwór został zbombardowany, upaństwowiony i zamieniony w szkołę rolniczą, a potem internat. Stefania z córką uciekły w styczniu 1945 roku. Halina została później znaną scenografką – pracowała m.in. przy filmach Barei i serialu „Czterdziestolatek”.</p>„Nigdy nie chciała odzyskać tego dworu i nigdy nie chciała tu wrócić. Miała tak smutne, tak traumatyczne wspomnienia z tego okresu dzieciństwa, gdzie straciła ojca, gdzie była okupacja, gdzie potem z mamą opuszczały ten dwór w stresie i w takiej traumie można powiedzieć, że nigdy nie chciała tutaj wrócić.”<p>Kiedy internat zamknięto, budynek zaczął popadać w ruinę. Dwór został wystawiony na licytację komorniczą. I tu zaczyna się współczesny rozdział historii.</p>„Formalnie właścicielami jesteśmy od 2022 roku, czyli raptem trzy lata. Był luty 2022 roku, dosłownie tydzień po inwazji rosyjskiej na Ukrainę (…). Pojechaliśmy na licytację komorniczą w Kazimierzy Wielkiej i w sądzie okazało się, że nie było nikogo. Byłem tylko ja, z chętnych, którzy mogli kupić to miejsce, więc wróciłem do domu, do Krakowa z radosną nowiną, że słuchajcie, jesteśmy właścicielami dworu w Cudzynowicach.”<p>To mama pana Michała, krakowska przewodniczka i miłośniczka historii, wypatrzyła ogłoszenie o sprzedaży. To jej upór zapoczątkował tę historię.</p>„Mama przyszła pewnego dnia z iPadem do mnie i mówi, Michał popatrz się, tutaj jest taki fajny dwór do sprzedania. (…) Natomiast niestety moja mama, która znalazła to miejsce i tu przyjeżdżała nie raz, jak były te remonty i miała być też mieszkańcem tego miejsca, zmarła niespodziewanie rok temu. Także ta historia ma taki swój bardzo smutny wątek. Ale to właśnie dzięki mamie znaleźliśmy to miejsce i tutaj jesteśmy dzisiaj.”<p>Skala prac okazała się gigantyczna: od odwodnienia lochów i pomp pracujących non-stop, przez wymianę wszystkich instalacji, po odtwarzanie detali i wnętrz.</p>„Zaczęliśmy od tych najważniejszych, których nie widać, czyli właśnie odwodnienia, system odciągnięcia wód gruntowych do pobliskiej rzeczki, do Nidzicy, po takie rzeczy związane faktycznie z wystrojem, czyli wymiana wszystkich tynków, całej instalacji elektrycznej, zbudowanie ogrzewania na nowo, hydrauliki, wszystkiego, tak naprawdę zostały tutaj tylko i wyłącznie same ściany. Wszystko inne musieliśmy zrobić.”<p>Żołnowscy przyznają, że gdyby znali cały zakres koniecznych remontów, być może nie podjęliby takiej decyzji – ale dziś nie żałują.</p>„Gdyby ktoś nam wtedy… przed tą licytacją, powiedział jaka jest skala prac tutaj do zrobienia, to z całą pewnością byśmy nigdy w życiu się na to nie zgodzili. (…) Nasz budżet kilkukrotnie został zwielokrotniony, ale nie żałujemy. Jesteśmy szczęśliwi. (…) To jest taki stary dom z duszą. Mimo, że jesteśmy tutaj obcy, nigdy nie mieliśmy niczego wspólnego z tym miejscem, ani jakichś tam wątków rodzinnych, nie wiem, jakikolwiek, to czujemy się, że tutaj należymy do tego miejsca.”<p>Jednym z najmocniej zaskakujących wątków rozmowy jest kosmos – dosłownie. Obecny właściciel dworu jest astronomem amatorem, współodkrywcą komety „Polonia” i współtwórcą sieci 11 zdalnych obserwatoriów astronomicznych na świecie. We dworze trzyma fragment izolacji z Apollo 13, kawałek kliszy fotograficznej użytej na Księżycu i – co najcenniejsze – pył księżycowy z misji Apollo 15.</p>„To jest fragment specjalnej takiej torby, takiego zasobnika, którego Amerykanie w misji Apollo 15 mieli do przechowywania próbę księżycowych. (…) Ale można mieć pył księżycowy. I tutaj takie poszarzenie takie widać, prawda? (…) to jest właśnie pył księżycowy.”<p>Latem Żołnowscy postawili przy dworze obserwatorium astronomiczne, dzięki któremu współpracujące m.in. z Europejską Agencją Kosmiczną.</p><p>Codzienność w Cudzynowicach okazuje się paradoksalnie prostsza niż w mieście.</p>„Niewiargodnie dobrze się mieszka, w skrócie. (…) To, co sobie cenimy, będąc tu na miejscu w porównaniu z życiem w dużym mieście, no po pierwsze spokój. Jest nieprawdopodobnie cicho i jest takie zwolnienie. To, że człowiek wychodzi i w zasadzie po ...]]>
      </itunes:summary>
      <itunes:keywords>dwór, pałac, ziemianie, ziemiaństwo, szlachta, historia, gazon, willa, park</itunes:keywords>
      <itunes:explicit>No</itunes:explicit>
    </item>
    <item>
      <title>Wkoło Gazonu: Dwór w Gałkach i niesamowita kolekcja poloników</title>
      <itunes:episode>4</itunes:episode>
      <podcast:episode>4</podcast:episode>
      <itunes:title>Wkoło Gazonu: Dwór w Gałkach i niesamowita kolekcja poloników</itunes:title>
      <itunes:episodeType>full</itunes:episodeType>
      <guid isPermaLink="false">d0d40852-4ce9-4314-9854-405bf55001e9</guid>
      <link>https://share.transistor.fm/s/55cdc729</link>
      <description>
        <![CDATA[<p>W najnowszym odcinku zabieramy słuchaczy na Mazowsze, do położonego w gminie Grębków zabytkowego dworu w Gałkach – miejsca, które dzięki Małgorzacie i Waldemarowi Gujskim zyskało drugie życie. </p><p><strong>Historia dworu – od Gałeckich do współczesności</strong></p><em>„Gałeccy utworzyli to miejsce zgodnie z nazwą Gałki… Potem byli Rudzińscy, Kliccy, Łubieńscy i Popiele… Przedtem był tutaj dwór drewniany… spłonął, jak to dwory drewniane w Polsce.”</em><p>Czas powojenny, jeśli chodzi o losy dworu był opłakany w skutkach.</p><em>„Dwór został ogołocony ze wszystkiego… to było bezprawie po prostu… drzwi obcinali, dopasowywali do chałup.”</em><p>Obecni właściciele remont rozpoczynali, jak mówią, na zgliszczach:</p><em>„Drzewa na dachu rosły… dach był zawalony… podłogi były resztkami podłóg.”</em><p><strong>Jak kupuje się dwór, którego nie chce się kupić?<br></strong><br></p><p>Pani Małgorzata Gujska tak wspomina moment decyzji:</p><em>„Modliłam się: Panie Boże, ja tego nie chcę… I w tym momencie weszli konkurenci z Ameryki: ‘My mamy dolary, będziemy grubasów odchudzać we dworze’. (…) Mąż przyszedł. Mówię: ‘No co, nie kupiłeś?’ A on: ‘Jak to nie kupiłem? Kupiłem oczywiście’.”</em><p><strong>Sześć lat odbudowy i otwarcie w 2009 roku<br></strong><br></p><p>W 2009 roku nastąpiło uroczyste otwarcie:</p><em>„Przyjechali wszyscy święci z tej Polski… Maciek Rydel, przyjaciel od polskich dworów… Ostał się w Polsce jeden dwór na sto.”</em><p><strong>Polska tożsamość i rola dworu</strong></p><p>Waldemar Gujski przedstawia głęboką filozofię, która towarzyszyła im od początku:</p><em>„Polski dwór jest polską tożsamością, kulturą, tradycją… Bez aliansu dworu i plebanii Polska by się chyba nie odrodziła.”</em><p><strong>Wnętrza pełne skarbów</strong></p><p>W jadalni i salonach zgromadzili polskie pamiątki, rzemiosło i unikalne antyki:</p><ul><li>strzemiona husarskie, Pappenheimer – hełm husarski,</li><li>rynografy z różnych epok,</li><li>kolekcje lamp naftowych,</li><li>mebel przypisywany Izabeli Czartoryskiej,</li><li>repliki zastawy z Titanica,</li></ul><p>Gości wita napis nad wejściem paremia: <strong>„Gloria Tibi Domine” – Chwała Tobie, Panie.</strong></p><p><br></p><p><strong>Dwór otwarty</strong></p><p>Państwo Gujscy nie tylko odrestaurowali zabytek, ale sprawili, że stał się centrum lokalnej integracji:</p><em>„Dzieci przychodziły do bramy, zaglądały… puściłam je. I zaczęła się wielka przyjaźń.”</em><p>Organizują kolędowania, rekonstrukcje historyczne, rocznice narodowe, zajęcia i spotkania.</p><em>„Dwór polski powinien być otwarty.”</em><p><strong>Dziś i jutro – 2025 rok</strong></p><p>Najbliższy plan to wielkie obchody 150-lecia dworu:</p><em>„Może będzie husaria… ludzie, którym polski dwór leży na sercu.”</em><p>Obecni właściciele przywrócili ruinom dawny blask, odtwarzając dwór nie tylko w ujęciu materialnym, ale i duchowym.</p>]]>
      </description>
      <content:encoded>
        <![CDATA[<p>W najnowszym odcinku zabieramy słuchaczy na Mazowsze, do położonego w gminie Grębków zabytkowego dworu w Gałkach – miejsca, które dzięki Małgorzacie i Waldemarowi Gujskim zyskało drugie życie. </p><p><strong>Historia dworu – od Gałeckich do współczesności</strong></p><em>„Gałeccy utworzyli to miejsce zgodnie z nazwą Gałki… Potem byli Rudzińscy, Kliccy, Łubieńscy i Popiele… Przedtem był tutaj dwór drewniany… spłonął, jak to dwory drewniane w Polsce.”</em><p>Czas powojenny, jeśli chodzi o losy dworu był opłakany w skutkach.</p><em>„Dwór został ogołocony ze wszystkiego… to było bezprawie po prostu… drzwi obcinali, dopasowywali do chałup.”</em><p>Obecni właściciele remont rozpoczynali, jak mówią, na zgliszczach:</p><em>„Drzewa na dachu rosły… dach był zawalony… podłogi były resztkami podłóg.”</em><p><strong>Jak kupuje się dwór, którego nie chce się kupić?<br></strong><br></p><p>Pani Małgorzata Gujska tak wspomina moment decyzji:</p><em>„Modliłam się: Panie Boże, ja tego nie chcę… I w tym momencie weszli konkurenci z Ameryki: ‘My mamy dolary, będziemy grubasów odchudzać we dworze’. (…) Mąż przyszedł. Mówię: ‘No co, nie kupiłeś?’ A on: ‘Jak to nie kupiłem? Kupiłem oczywiście’.”</em><p><strong>Sześć lat odbudowy i otwarcie w 2009 roku<br></strong><br></p><p>W 2009 roku nastąpiło uroczyste otwarcie:</p><em>„Przyjechali wszyscy święci z tej Polski… Maciek Rydel, przyjaciel od polskich dworów… Ostał się w Polsce jeden dwór na sto.”</em><p><strong>Polska tożsamość i rola dworu</strong></p><p>Waldemar Gujski przedstawia głęboką filozofię, która towarzyszyła im od początku:</p><em>„Polski dwór jest polską tożsamością, kulturą, tradycją… Bez aliansu dworu i plebanii Polska by się chyba nie odrodziła.”</em><p><strong>Wnętrza pełne skarbów</strong></p><p>W jadalni i salonach zgromadzili polskie pamiątki, rzemiosło i unikalne antyki:</p><ul><li>strzemiona husarskie, Pappenheimer – hełm husarski,</li><li>rynografy z różnych epok,</li><li>kolekcje lamp naftowych,</li><li>mebel przypisywany Izabeli Czartoryskiej,</li><li>repliki zastawy z Titanica,</li></ul><p>Gości wita napis nad wejściem paremia: <strong>„Gloria Tibi Domine” – Chwała Tobie, Panie.</strong></p><p><br></p><p><strong>Dwór otwarty</strong></p><p>Państwo Gujscy nie tylko odrestaurowali zabytek, ale sprawili, że stał się centrum lokalnej integracji:</p><em>„Dzieci przychodziły do bramy, zaglądały… puściłam je. I zaczęła się wielka przyjaźń.”</em><p>Organizują kolędowania, rekonstrukcje historyczne, rocznice narodowe, zajęcia i spotkania.</p><em>„Dwór polski powinien być otwarty.”</em><p><strong>Dziś i jutro – 2025 rok</strong></p><p>Najbliższy plan to wielkie obchody 150-lecia dworu:</p><em>„Może będzie husaria… ludzie, którym polski dwór leży na sercu.”</em><p>Obecni właściciele przywrócili ruinom dawny blask, odtwarzając dwór nie tylko w ujęciu materialnym, ale i duchowym.</p>]]>
      </content:encoded>
      <pubDate>Mon, 17 Nov 2025 20:51:47 +0100</pubDate>
      <author>Radio Wnet</author>
      <enclosure url="https://media.transistor.fm/55cdc729/4375c7af.mp3" length="79669800" type="audio/mpeg"/>
      <itunes:author>Radio Wnet</itunes:author>
      <itunes:duration>1990</itunes:duration>
      <itunes:summary>
        <![CDATA[<p>W najnowszym odcinku zabieramy słuchaczy na Mazowsze, do położonego w gminie Grębków zabytkowego dworu w Gałkach – miejsca, które dzięki Małgorzacie i Waldemarowi Gujskim zyskało drugie życie. </p><p><strong>Historia dworu – od Gałeckich do współczesności</strong></p><em>„Gałeccy utworzyli to miejsce zgodnie z nazwą Gałki… Potem byli Rudzińscy, Kliccy, Łubieńscy i Popiele… Przedtem był tutaj dwór drewniany… spłonął, jak to dwory drewniane w Polsce.”</em><p>Czas powojenny, jeśli chodzi o losy dworu był opłakany w skutkach.</p><em>„Dwór został ogołocony ze wszystkiego… to było bezprawie po prostu… drzwi obcinali, dopasowywali do chałup.”</em><p>Obecni właściciele remont rozpoczynali, jak mówią, na zgliszczach:</p><em>„Drzewa na dachu rosły… dach był zawalony… podłogi były resztkami podłóg.”</em><p><strong>Jak kupuje się dwór, którego nie chce się kupić?<br></strong><br></p><p>Pani Małgorzata Gujska tak wspomina moment decyzji:</p><em>„Modliłam się: Panie Boże, ja tego nie chcę… I w tym momencie weszli konkurenci z Ameryki: ‘My mamy dolary, będziemy grubasów odchudzać we dworze’. (…) Mąż przyszedł. Mówię: ‘No co, nie kupiłeś?’ A on: ‘Jak to nie kupiłem? Kupiłem oczywiście’.”</em><p><strong>Sześć lat odbudowy i otwarcie w 2009 roku<br></strong><br></p><p>W 2009 roku nastąpiło uroczyste otwarcie:</p><em>„Przyjechali wszyscy święci z tej Polski… Maciek Rydel, przyjaciel od polskich dworów… Ostał się w Polsce jeden dwór na sto.”</em><p><strong>Polska tożsamość i rola dworu</strong></p><p>Waldemar Gujski przedstawia głęboką filozofię, która towarzyszyła im od początku:</p><em>„Polski dwór jest polską tożsamością, kulturą, tradycją… Bez aliansu dworu i plebanii Polska by się chyba nie odrodziła.”</em><p><strong>Wnętrza pełne skarbów</strong></p><p>W jadalni i salonach zgromadzili polskie pamiątki, rzemiosło i unikalne antyki:</p><ul><li>strzemiona husarskie, Pappenheimer – hełm husarski,</li><li>rynografy z różnych epok,</li><li>kolekcje lamp naftowych,</li><li>mebel przypisywany Izabeli Czartoryskiej,</li><li>repliki zastawy z Titanica,</li></ul><p>Gości wita napis nad wejściem paremia: <strong>„Gloria Tibi Domine” – Chwała Tobie, Panie.</strong></p><p><br></p><p><strong>Dwór otwarty</strong></p><p>Państwo Gujscy nie tylko odrestaurowali zabytek, ale sprawili, że stał się centrum lokalnej integracji:</p><em>„Dzieci przychodziły do bramy, zaglądały… puściłam je. I zaczęła się wielka przyjaźń.”</em><p>Organizują kolędowania, rekonstrukcje historyczne, rocznice narodowe, zajęcia i spotkania.</p><em>„Dwór polski powinien być otwarty.”</em><p><strong>Dziś i jutro – 2025 rok</strong></p><p>Najbliższy plan to wielkie obchody 150-lecia dworu:</p><em>„Może będzie husaria… ludzie, którym polski dwór leży na sercu.”</em><p>Obecni właściciele przywrócili ruinom dawny blask, odtwarzając dwór nie tylko w ujęciu materialnym, ale i duchowym.</p>]]>
      </itunes:summary>
      <itunes:keywords>dwór, pałac, ziemianie, ziemiaństwo, szlachta, historia, gazon, willa, park</itunes:keywords>
      <itunes:explicit>No</itunes:explicit>
    </item>
    <item>
      <title>Wkoło Gazonu: Historia polskich dworów i ich znaczenie w kulturze</title>
      <itunes:episode>3</itunes:episode>
      <podcast:episode>3</podcast:episode>
      <itunes:title>Wkoło Gazonu: Historia polskich dworów i ich znaczenie w kulturze</itunes:title>
      <itunes:episodeType>full</itunes:episodeType>
      <guid isPermaLink="false">53d084a8-7ef8-4993-8f01-ba8e9bce9cf9</guid>
      <link>https://share.transistor.fm/s/737ceac2</link>
      <description>
        <![CDATA[<p>Historyk dr Marcin Chorązki przypomina, że polski dwór to nie tylko architektura, ale „<strong>ośrodek kultury narodowej</strong>” i miejsce, gdzie od wieków kształtowały się postawy „<strong>Bóg, honor, ojczyzna</strong>”. To tam „<strong>pulsowało życie kulturalne</strong>”, rodziły się idee niepodległościowe, a ludność wiejska mogła poznawać świat nowoczesności. Audycja prowadzi nas przez ich świetność i dramat: od roli w powstaniach narodowych po „<strong>planowaną likwidację wielkiej własności</strong>” po 1944 roku, która odebrała wsi „<strong>punkt odniesienia między dworem, plebanią i szkołą</strong>”. To zaproszenie do odkrywania zapomnianych miejsc i ludzi, którzy tworzyli polską historię.</p>]]>
      </description>
      <content:encoded>
        <![CDATA[<p>Historyk dr Marcin Chorązki przypomina, że polski dwór to nie tylko architektura, ale „<strong>ośrodek kultury narodowej</strong>” i miejsce, gdzie od wieków kształtowały się postawy „<strong>Bóg, honor, ojczyzna</strong>”. To tam „<strong>pulsowało życie kulturalne</strong>”, rodziły się idee niepodległościowe, a ludność wiejska mogła poznawać świat nowoczesności. Audycja prowadzi nas przez ich świetność i dramat: od roli w powstaniach narodowych po „<strong>planowaną likwidację wielkiej własności</strong>” po 1944 roku, która odebrała wsi „<strong>punkt odniesienia między dworem, plebanią i szkołą</strong>”. To zaproszenie do odkrywania zapomnianych miejsc i ludzi, którzy tworzyli polską historię.</p>]]>
      </content:encoded>
      <pubDate>Fri, 24 Oct 2025 12:05:15 +0200</pubDate>
      <author>Radio Wnet</author>
      <enclosure url="https://media.transistor.fm/737ceac2/72c561d6.mp3" length="71369138" type="audio/mpeg"/>
      <itunes:author>Radio Wnet</itunes:author>
      <itunes:duration>1783</itunes:duration>
      <itunes:summary>
        <![CDATA[<p>Historyk dr Marcin Chorązki przypomina, że polski dwór to nie tylko architektura, ale „<strong>ośrodek kultury narodowej</strong>” i miejsce, gdzie od wieków kształtowały się postawy „<strong>Bóg, honor, ojczyzna</strong>”. To tam „<strong>pulsowało życie kulturalne</strong>”, rodziły się idee niepodległościowe, a ludność wiejska mogła poznawać świat nowoczesności. Audycja prowadzi nas przez ich świetność i dramat: od roli w powstaniach narodowych po „<strong>planowaną likwidację wielkiej własności</strong>” po 1944 roku, która odebrała wsi „<strong>punkt odniesienia między dworem, plebanią i szkołą</strong>”. To zaproszenie do odkrywania zapomnianych miejsc i ludzi, którzy tworzyli polską historię.</p>]]>
      </itunes:summary>
      <itunes:keywords>dwór, pałac, ziemianie, ziemiaństwo, szlachta, historia, gazon, willa, park</itunes:keywords>
      <itunes:explicit>No</itunes:explicit>
    </item>
    <item>
      <title>Wkoło Gazonu: Zamek Broniszów i jedna z najpiękniejszych sal renesansowych w Polsce</title>
      <itunes:episode>2</itunes:episode>
      <podcast:episode>2</podcast:episode>
      <itunes:title>Wkoło Gazonu: Zamek Broniszów i jedna z najpiękniejszych sal renesansowych w Polsce</itunes:title>
      <itunes:episodeType>full</itunes:episodeType>
      <guid isPermaLink="false">36162e60-7779-4d95-b576-ffd73460eddd</guid>
      <link>https://share.transistor.fm/s/015f01e0</link>
      <description>
        <![CDATA[<p>W sercu województwa Lubuskiego, w Broniszowie, stoi zamek. Cezary Lusiński i jego siostra od 15 lat przywracają mu dawny blask. W rozmowie opowieść o trudach i radościach odbudowy zabytku, o sztukateriach i renesansowych polichromiach. Zamek w Broniszowie to dziś nie tylko świadek historii, ale też przestrzeń spotkań, koncertów, wystaw. To opowieść o współczesnym ziemiaństwie, o szacunku dla przeszłości i o tym, że można żyć w rytmie dawnych dworów – z otwartością, gościnnością i poczuciem odpowiedzialności za dokonania osób, które żyły w tych miejscach przed laty.</p>]]>
      </description>
      <content:encoded>
        <![CDATA[<p>W sercu województwa Lubuskiego, w Broniszowie, stoi zamek. Cezary Lusiński i jego siostra od 15 lat przywracają mu dawny blask. W rozmowie opowieść o trudach i radościach odbudowy zabytku, o sztukateriach i renesansowych polichromiach. Zamek w Broniszowie to dziś nie tylko świadek historii, ale też przestrzeń spotkań, koncertów, wystaw. To opowieść o współczesnym ziemiaństwie, o szacunku dla przeszłości i o tym, że można żyć w rytmie dawnych dworów – z otwartością, gościnnością i poczuciem odpowiedzialności za dokonania osób, które żyły w tych miejscach przed laty.</p>]]>
      </content:encoded>
      <pubDate>Fri, 24 Oct 2025 11:08:57 +0200</pubDate>
      <author>Radio Wnet</author>
      <enclosure url="https://media.transistor.fm/015f01e0/9a2ef517.mp3" length="87915602" type="audio/mpeg"/>
      <itunes:author>Radio Wnet</itunes:author>
      <itunes:image href="https://img.transistorcdn.com/wVHwGgghsjZdMa9mBVNxloFzyvOiQbWP2ZFK7yZfPgE/rs:fill:0:0:1/w:1400/h:1400/q:60/mb:500000/aHR0cHM6Ly9pbWct/dXBsb2FkLXByb2R1/Y3Rpb24udHJhbnNp/c3Rvci5mbS8yOWNk/MTczMTBhMjQwMjQ4/MmY2OGU5MzRlMTM0/NWZlOC5wbmc.jpg"/>
      <itunes:duration>2198</itunes:duration>
      <itunes:summary>
        <![CDATA[<p>W sercu województwa Lubuskiego, w Broniszowie, stoi zamek. Cezary Lusiński i jego siostra od 15 lat przywracają mu dawny blask. W rozmowie opowieść o trudach i radościach odbudowy zabytku, o sztukateriach i renesansowych polichromiach. Zamek w Broniszowie to dziś nie tylko świadek historii, ale też przestrzeń spotkań, koncertów, wystaw. To opowieść o współczesnym ziemiaństwie, o szacunku dla przeszłości i o tym, że można żyć w rytmie dawnych dworów – z otwartością, gościnnością i poczuciem odpowiedzialności za dokonania osób, które żyły w tych miejscach przed laty.</p>]]>
      </itunes:summary>
      <itunes:keywords>dwór, pałac, ziemianie, ziemiaństwo, szlachta, historia, gazon, willa, park</itunes:keywords>
      <itunes:explicit>No</itunes:explicit>
    </item>
    <item>
      <title>Wkoło Gazonu: Pałac w Grodkowicach i historia rodu Żeleńskich</title>
      <itunes:episode>1</itunes:episode>
      <podcast:episode>1</podcast:episode>
      <itunes:title>Wkoło Gazonu: Pałac w Grodkowicach i historia rodu Żeleńskich</itunes:title>
      <itunes:episodeType>full</itunes:episodeType>
      <guid isPermaLink="false">0be5d130-65f6-446d-b88a-19e685afec65</guid>
      <link>https://share.transistor.fm/s/0d1af835</link>
      <description>
        <![CDATA[<p>W cieniu magnolii liczącej ponad sto lat, w neogotyckim pałacu Teodora Talowskiego w Grodkowicach, rozbrzmiewa nie tylko muzyka dawnych mistrzów, lecz także echo wielkiej historii rodu Żeleńskich. W audycji zabieramy słuchaczy w podróż przez dzieje wsi, dworu i pałacu, w którym przyszła na świat jedna z najważniejszych postaci polskiej muzyki XIX wieku – <strong>Władysław Żeleński</strong>.</p><p>Gospodarzami tego miejsca są <strong>Marta i Ireneusz Trybulcowie</strong> – muzycy i opiekunowie miejsca, którzy od lat przywracają pamięć o kompozytorze i jego rodzinie. Jak sami mówią:</p>„To jest pasja. Gdybyśmy nie mieli pasji, na pewno byśmy tego nie robili. To jest taki patriotyczny obowiązek, żeby się zająć od strony artystycznej tym obiektem."<p>Odkrywamy także mniej znane fakty o Władysławie Żeleńskim – jego zaginione symfonie, odnalezione rękopisy pieśni dedykowanych ukochanej, czy współczesne nagrania jego dzieł, które zdobywają międzynarodowe uznanie. Nie brak również wątków rodzinnych: od zakładu witrażów Stanisława Gabriela, przez literackie wspomnienia Tadeusza Boya-Żeleńskiego, po dramatyczne losy rodu Żeleńskich w czasie wojny.</p><p>Brama na wciąż otwarta zaprasza i dziś, do odwiedzenia tego wyjątkowego miejsca i zapoznania się z jego historią. Państwo Trybulcowie dbają o to miejsce, które znów tętni życiem, a muzyka Władysława Żeleńskiego wybrzmiewa w miejscu jego narodzin. </p>]]>
      </description>
      <content:encoded>
        <![CDATA[<p>W cieniu magnolii liczącej ponad sto lat, w neogotyckim pałacu Teodora Talowskiego w Grodkowicach, rozbrzmiewa nie tylko muzyka dawnych mistrzów, lecz także echo wielkiej historii rodu Żeleńskich. W audycji zabieramy słuchaczy w podróż przez dzieje wsi, dworu i pałacu, w którym przyszła na świat jedna z najważniejszych postaci polskiej muzyki XIX wieku – <strong>Władysław Żeleński</strong>.</p><p>Gospodarzami tego miejsca są <strong>Marta i Ireneusz Trybulcowie</strong> – muzycy i opiekunowie miejsca, którzy od lat przywracają pamięć o kompozytorze i jego rodzinie. Jak sami mówią:</p>„To jest pasja. Gdybyśmy nie mieli pasji, na pewno byśmy tego nie robili. To jest taki patriotyczny obowiązek, żeby się zająć od strony artystycznej tym obiektem."<p>Odkrywamy także mniej znane fakty o Władysławie Żeleńskim – jego zaginione symfonie, odnalezione rękopisy pieśni dedykowanych ukochanej, czy współczesne nagrania jego dzieł, które zdobywają międzynarodowe uznanie. Nie brak również wątków rodzinnych: od zakładu witrażów Stanisława Gabriela, przez literackie wspomnienia Tadeusza Boya-Żeleńskiego, po dramatyczne losy rodu Żeleńskich w czasie wojny.</p><p>Brama na wciąż otwarta zaprasza i dziś, do odwiedzenia tego wyjątkowego miejsca i zapoznania się z jego historią. Państwo Trybulcowie dbają o to miejsce, które znów tętni życiem, a muzyka Władysława Żeleńskiego wybrzmiewa w miejscu jego narodzin. </p>]]>
      </content:encoded>
      <pubDate>Fri, 24 Oct 2025 11:08:05 +0200</pubDate>
      <author>Radio Wnet</author>
      <enclosure url="https://media.transistor.fm/0d1af835/def921d9.mp3" length="32033161" type="audio/mpeg"/>
      <itunes:author>Radio Wnet</itunes:author>
      <itunes:image href="https://img.transistorcdn.com/znpNtdYMbk56hrp-26KF-S0UPdd5WZXO3_5RrYcqCm4/rs:fill:0:0:1/w:1400/h:1400/q:60/mb:500000/aHR0cHM6Ly9pbWct/dXBsb2FkLXByb2R1/Y3Rpb24udHJhbnNp/c3Rvci5mbS9iMWJj/YTdiZDQ4MzBlOWMz/ZmEyZWExNDcwMjgz/MGRkOS5wbmc.jpg"/>
      <itunes:duration>2001</itunes:duration>
      <itunes:summary>
        <![CDATA[<p>W cieniu magnolii liczącej ponad sto lat, w neogotyckim pałacu Teodora Talowskiego w Grodkowicach, rozbrzmiewa nie tylko muzyka dawnych mistrzów, lecz także echo wielkiej historii rodu Żeleńskich. W audycji zabieramy słuchaczy w podróż przez dzieje wsi, dworu i pałacu, w którym przyszła na świat jedna z najważniejszych postaci polskiej muzyki XIX wieku – <strong>Władysław Żeleński</strong>.</p><p>Gospodarzami tego miejsca są <strong>Marta i Ireneusz Trybulcowie</strong> – muzycy i opiekunowie miejsca, którzy od lat przywracają pamięć o kompozytorze i jego rodzinie. Jak sami mówią:</p>„To jest pasja. Gdybyśmy nie mieli pasji, na pewno byśmy tego nie robili. To jest taki patriotyczny obowiązek, żeby się zająć od strony artystycznej tym obiektem."<p>Odkrywamy także mniej znane fakty o Władysławie Żeleńskim – jego zaginione symfonie, odnalezione rękopisy pieśni dedykowanych ukochanej, czy współczesne nagrania jego dzieł, które zdobywają międzynarodowe uznanie. Nie brak również wątków rodzinnych: od zakładu witrażów Stanisława Gabriela, przez literackie wspomnienia Tadeusza Boya-Żeleńskiego, po dramatyczne losy rodu Żeleńskich w czasie wojny.</p><p>Brama na wciąż otwarta zaprasza i dziś, do odwiedzenia tego wyjątkowego miejsca i zapoznania się z jego historią. Państwo Trybulcowie dbają o to miejsce, które znów tętni życiem, a muzyka Władysława Żeleńskiego wybrzmiewa w miejscu jego narodzin. </p>]]>
      </itunes:summary>
      <itunes:keywords>dwór, pałac, ziemianie, ziemiaństwo, szlachta, historia, gazon, willa, park</itunes:keywords>
      <itunes:explicit>No</itunes:explicit>
    </item>
  </channel>
</rss>
